Zamiast wstępu...

Pociągi na Pomorzu Zachodnim docierały praktycznie wszędzie. Jeszcze nie tak dawno temu w latach 80-tych  nie było tutaj miasta do którego kolej nie docierałaby, a wyjątkek stanowiły Nowe Warpno, Cedynia i Polanów, które na wskutek wojennej zawiruchy zostały odcięte od żelaznych szlaków. W całym kraju długość linii kolejowych liczyła niespełna 30 tysięcy kilometrów i raczej nic nie wskazywało na to, że niewiele ponad 20 lat później zmniejszy się nawet o połowę...

Początkiem upadku Polskich Kolei Państwowych był brak wizji inżynierskiej. Dosyć częstym widokiem na lokalnych liniach kolejowych stał się skład pociągu złożony z lokomotywy oraz jednego wagonu, będący niesamowicie kosztowny w eksploatacji. Dopiero pod koniec lat 80-tych rozpoczęto budowę prototypowych wagonów silnikowych (określanych dziś często mianem szynobusów), jednak zbyt późne decyzje a także przemiany ustrojowe doprowadziły do tego, że pod koniec ubiegłego wieku założenia "rozwoju" PKP stały się jasne - samolikwidacja.

Przy braku najczęściej zainteresowania lokalnych władz a także wspomnianymi już wcześniej stratami z utrzymywania kolei w Monitorze Polskim co chwilę można było znaleźć informację o decyzji zamknięcia linii. Symbolem fatalnych czasów stał się dzień 3 kwietnia 2000 roku kiedy w ciągu jednego dnia zamknięto ponad tysiąc kilometrów linii kolejowych, odcinając od połączeń m.in takie miasta jak Karpacz, Myślibórz czy Darłowo. Ale czy jest się czemu dziwić, skoro rok później ówczesna prezes spółki PKP Przewozy Regionalne, a obecna Minister Infrastruktury RP (!!!) mówiła:

"Usiłujemy namówić samorządy do zamiechania przewozów na liniach, gdzie są mierne wyniki ekonomiczne. Ale samorządy są pod tym względem bardzo oporne, gdyż działa tam siła przyzwyczajenia"

Czytając te słowa można zrozumieć, jak to się stało możliwe, że w ciągu 20 lat pociągi przestały kursować po prawie 15 tys. km torowisk. Nie ma się więc co dziwić, że dziś w Polsce jest ponad 30 miast o ludności przekraczającej 25 tysięcy mieszkańców nie posiadających połączeń kolejowych. Dla porównania w Czechach jest tylko jedno takie miasto. A najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że tam gdzie pociągi zniknęły w ciągu ostatnich lat, tam one już raczej na pewno nie wrócą. Nie pozostaje nam czekać na nic innego jak dalsze niszczenie mienia kolejowego przez jego samego właściciela przy wsparciu władz państwowych - lepiej już nie będzie, a gorzej niestety jest z każdym rokiem...

Jako ciekawostkę kończąca refleksje dodam, że jeszcze w 1995 roku naczelnicy poszczególncy sekcji Polskich Kolei Państwowych dostawali premię od dziesiątki zwolnionych pracowników oraz kilometrów zamkniętych linii. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że dziś w większości ci sami ludzie zarzadzają żelaznymi szlakami w naszym kraju.

© 2013-2019 PRV.pl
Strona została stworzona kreatorem stron w serwisie PRV.pl